poniedziałek, 27 października 2014

Kawiarka

Napój legenda. Przez jednych wielbiona za gatunki, przez innych za znaczek na papierowym kubku. A jej prawdziwa, włoska postać znana jest nielicznym i nieliczni tylko znają smak prawidłowo zaparzonego czarnego napoju.

I w tym miejscu nie nastąpi wywód na temat pochodzenia i sposobów prawidłowego picia kawy, ani o jej fachowych nazwach i rodzajach. Nie znam się na kawie. Po prostu. Ale uwielbiam jej zapach, pić ją mogę w zasadzie dla samego zapachu, bo i nie odczuwam jej właściwości pobudzających. Kawa to przyjemność! Poznajcie więc moją idealną towarzyszkę.


Do kawy idealnej potrzebuję kilku sprzętów:

Ekspres do kawy lub kawiarka - o ile z ekspresem mam do czynienia niemal tylko w pracy (no kawa, podstawowa rzecz w biurze o poranku!), to kawiarki w domu mam aż trzy. Jedna maleńka i dwie na więcej niż jedną filiżankę kawy. Piękna rzecz, niestety jej największą wadą są duże wymagania jeżeli chodzi o mycie. Jest ono nieco uciążliwe jak się nie ma zmywarki. Póki co może być, ale jak już będzie mnie kiedyś stać to kupię sobie piękny vintage ekspres. Taki jak TU na przykład.



Spieniacz do mleka - małe kręcidełko na baterie? W ostateczności... Najlepszy sprzęt z jakiego korzystałam to podgrzewany dzbanek z własnym zasilaniem i mieszadełkiem. Takiej piany nie ubijesz ręką! 

Wysoka filiżanka - małe naczynka nie są dla mnie, zanim poczujesz przyjemny smak kawy, ona się już kończy. Moja kawa to niezbyt mocny, duży napój z przewagą mleka. Objętość to podstawa, świetne szklanki do spienionej mlecznej kawy znajdziecie na Westwing, kawowa kampania idealnie wpasowuje się w mroźne dni kiedy potrzebuję gorrącego napoju. Czasami lubię też skorzystać z kolorowego kubasa. Warto dobrać naczynie do nastroju, jak szminkę.

I obowiązkowo cukier lub miód. Podobno zdrowiej, z pewnością smaczniej.

A jaka jest Twoja ulubiona kawa?

Follow on Bloglovin

Post powstał przy współpracy z firmą Westwing.

niedziela, 19 października 2014

Miesięczny kalejdoskop - wrzesień '14

Jesień nas w tym roku rozpieszcza. Nie pamiętam kiedy ta piękna złota trwała tak długo. A możne to przez ten zimny sierpień który tak szybko pozbawił nas letnich temperatur i przyspieszył żółknienie liści. Dzięki temu wrzesień był udany. Obfitował w spacery, wyjścia, wyjazdy. W końcu mogłam wyciągnąć z szafy jesienne kurtki:) brzmi to pewnie dla niektórych bardzo abstrakcyjnie, ale cóż poradzić skoro tak mam - lubię chodzić w kurtkach:D
Piękny ostatni miesiąc wakacji. Musicie mi wybaczyć duże opóźnienie w relacjach... Ale ostatnio dzieje się dużo za dużo. Czas wejść w rytm.


1. Plany, plany, plany... Ciągle walczę w realizacją zapisywanych planów.
2. Kto rano wstaje, ten idzie na rozmowę kwalifikacyjną.
3. Takie niebo, takie lato! Miło wspominam gorące dni, ale cieszę się że jest już chłodniej.
4. Na uczelni, jeden z ostatnich razów - ulubiona, choć niedobra kawa z automatu. Jakoś tak zrobiło się nostalgicznie.. Będzie co wspominać!
5. Idealny poranek? Kawusia i mięciutka włóczka! Już niedługo pokażę co z tego powstało.
6. Skoro było tak upalnie to i zdążyłam spróbować Lodove lody na patyku. Malina i liczi to orzeźwiające niebo.
7. Rozpoczął się sezon na figi. Zewsząd byłam bombardowana kulinarnymi inspiracjami figowymi, więc postanowiłam sama spróbować. Niestety. Ohyda:P
8. A to moje pierwsze pąki słoneczników balkonowych. Wyhodowane od ziarenka, już się złocą. 
9. Spacer po Warszawie. Ulica Mszczonowska obok biurowców i centrów handlowych kryje takie zapyziałe działki. Czuję się jak odkrywca!:D

Follow on Bloglovin